Nowe życie starych ubrań… (część II – „Gdzie łowić żeby się obłowić”)

Najwierniejsze klientki second-handów sporządzają mapki całego miasta, wiedzą gdzie będzie nowa dostawa, w którym dniu tygodnia jest promocja „za złotówkę” i w jakim sklepie istnieje największe prawdopodobieństwo upolowania prawdziwej perełki. Doceniły je zwłaszcza subkultury, których ciekawy ubiór ma za zadanie podkreślać artystyczną osobowość. W lumpeksie ubiera się zarówno hipster, jak i szafiarka. Dla obu tych grup ciucholandy stanowią nieodzowny element stylu życia.

Źródło: http://pulpashop.sprzedajemy.pl/pastelowy-zakiet-a-la-chanelka,551904

Badania przeprowadzone przez TNS OBOP głoszą, że ponad połowa Polaków nosi używaną odzież. 42% sięga po nią często, 13% zagląda do second-handów od czasu do czasu. Co piąty Polak przyznaje, że nigdy nie założyłby używanej rzeczy, ale fani buszowania po lumpeksach nadal stanowią znaczącą większość.

A co z osobami stojącymi po drugiej stronie lady? Czy warto inwestować w tego typu biznes? Wystarczy spojrzeć, jak prężnie działają. W małych, umiejscowionych w bocznych uliczkach „salonikach”, o zabawnie brzmiących nazwach „tani Armani” czy „kop-ciuszek”, ukrywają się z reguły upolowane przez ich właścicielkę, modowe perełki. Już za kilkanaście złotych, w zależności od stopnia „przebrania” rzeczy, możemy kupić całkiem przyzwoity element garderoby. Zyski właściciela niewielkiego sklepiku, w którym zmieści się kilkaset sztuk, uzależnione są nie tylko od atrakcyjnego usytuowania, jakości oferowanych rzeczy, oraz ich oryginalności, ale przede wszystkim od osobowości właścicielki. Status „sympatycznej pani z ulubionego lumpka” to już połowa sukcesu.

Właścicielki prześcigają się w pomysłach na urozmaicenie tego typu biznesu. Małe butiki umiejscowione np. na krakowskim Kazimierzu, oprócz odzieży używanej, która została uprzednio pięknie wyprana i wyprasowana, oferują także rzeczy przerabiane przez projektantów. Ceny rosną, ale i umiejscowienie kategorii tego sklepu zahacza już o pojęcie sztuki.
Jednak prawdziwe pieniądze na tym biznesie zarabiają „lumpeksowe sieciówki”, czyli wielkie hale handlowe, mieszczące całe tony ubrań, w których na jeden metr powierzchni przypada minimum 10 kg odzieży. Sprzedaż na tak dużą skalę naprawdę popłaca. Tego typu sklepy działają podobnie jak hurtownie, a ich olbrzymie rozmiary pozwalają na zaproponowanie klientom możliwie najniższej ceny, która przyciąga tłumy. Klientelę tych hal, stanowią nie tylko łowcy perełek i ubrań od projektantów, ale przede wszystkim właściciele małych okolicznych second-handów, handlarze bazarowi i sprzedawcy internetowi z zamiarem późniejszej odsprzedaży. Liczebność tej grupy docelowej jest tak duża, że w sam tylko dzień dostawy nowego towaru, zyski ze sprzedaży przekraczają kwotę kilkunastu tysięcy złotych.

Źródło: http://pulpashop.sprzedajemy.pl/jeansowa-kamizelka-z-cwiekowanym-krzyzem,551898

Czy w związku z powyższymi argumentami, ciucholandy nie mają żadnych wad? Niekoniecznie. Działając w tej branży na niewielką skalę, trudno się utrzymać. Czasem pojawiają się też problemy z klientami, którzy nie tylko mocno się targują, ale i kradną. Wybierając się do miejsc tłumnych, zawsze należy pamiętać o właściwym zabezpieczeniu swoich dóbr. Klient pochłonięty przeglądaniem kolejnych sztuk odzieży, jest idealną ofiarą dla złodziei, których w tych sklepach nie brakuje.
Takie zakupy bywają też niebezpieczne z innych względów. Niezwykle łatwo trafić na nieuprzejmą osobę, która w chwili nieuwagi przejrzy dokładnie nasz koszyk i zabierze sobie najlepsze perełki. Trudno tam też o wzajemną życzliwość i zwykłe „przepraszam”, gdy dana osoba usiłuje obok nas przejść.

Gdyby jednak spojrzeć na odzież vintage przez pryzmat eko-trendu „slow fashion”, dostrzeżemy już same korzyści. Przede wszystkim, mamy wybór. Istnieje duże prawdopodobieństwo natrafienia na rzeczy całkiem niezłej jakości, które zostały wyprodukowane w Europie, bez użycia szkodliwych substancji i bardzo często z naturalnych tkanin. Nie trzeba nawet wspominać, że upolowanie „perełek” od znanych projektantów jest tylko kwestią cierpliwości. A jakość? Nierzadko lepsza od oferty sklepów sieciowych, oferujących niemal wyłącznie ubrania „made in China”. Staranne kroje i naturalne tkaniny to już wisienki na torcie korzyści, płynących z zakupów w sklepach vintage…
Koniecznie wypatruj części trzeciej. Dowiesz się z niej, co łączy odzież używaną ze światowej sławy projektantami.

Antywieszakowa

Kategoria Bez kategorii Tagi: Autor:

Informacje o Antywieszakowa

Nie prenumeruję vogue'a, nie potrafię wymienić jednym tchem wszystkich światowej sławy projektantów, nie uważam się za eksperta w kwestii mody... Wiem za to jak kreatywnie przerobić starą marynarkę, gdzie kupić farby do tkanin, jak zamaskować plamę na ulubionym płaszczu. Szczegółowy opis potrzebnych materiałów, porady i cenne wskazówki znajdziesz na moim blogu. Twórz, przerabiaj, "zrób to sam", a jeśli masz jakiekolwiek pytania - napisz :) Magdalena z www.antywieszak.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>